26.03.2015

Nowa Historia - Fifty Shadades

Jak głosi tytuł rozpoczynamy historię kończąc tym samym ankietę. Ciesze się, że większość z was chce coś nowego :)

Zacznijmy od tego, że pomysł na tę historię wziął się poprzez jedno zdjęcie, które zrodziło mały pomysł. Kiedys dla żartów zaproponowałam tę historię, która z czasem stała się realnym planem. Tak jak głosi tytuł mam zamiar stworzyć historię wzorując się na trylogii E.L James "Pięćdziesiąt odcieni". Być może większość z was zniechęci ten pomysł bo nie przepadacie za serią Greya. Ja osobiście go bardzo lubię. Książki jak i film wyryły na mnie pozytywne wrażenie :)

Na wstępie ogłaszam, że ten nowy blog nie będzie prowadzony tak, jak ten obecny. Rozdziały będą pojawiać się raz na 2-3 tygodnie w zależności od wolnego czasu czy szybkości sprawdzania przez betę. Rozdziały będą długie, nie tak jak tu po 5 stron. Mam zamiar stworzyć coś innego, co będzie sprawiało, że na waszych plecach pojawi się dreszczyk oczekiwania, kiedy ujrzycie nowy rozdział.

Godzina 22 minęła, zatem dzieci poszły spać. Przedstawiam wam zwiastun do nowego opowiadania :

https://www.youtube.com/watch?v=xADO2yB3Fng&feature=youtu.be


Zapraszam Was na nowego bloga, gdzie już jutro bądż pojutrze (piątek, sobota 27-28.03.2015) pojawi się przedsmak :)


http://dramione-fifty-shades.blogspot.com

21.03.2015

Sekrety Cala & Dodatek Specjalny - poprawka :P

Po raz ostatni tu jestem. Po raz ostatni dodaje coś związane z tym opowiadaniem. Z dniem dzisiejszym zamykam tę historię. Zostaje mi tylko czekać aż wszystko zostanie zamknięte wasza oceną :) 
Na dniach pojawi się link ze zwiastunem i nowym blogiem :) Ostatnie poprawki i ruszamy. Przedsmak jest u bety a mi zostaje czekać aż wszystko trafi do mnie.

Żegnam się z wami na tym blogu razem z tą historią. Powitam was ponownie na nowym opowiadaniu, który jest owiany nutką tajemnicy :) 

***


To dość dziwne… Kiedy go zobaczyłem na weselu stałem i nic nie robiłem. Nic… Przecież obiecałem sobie, że jak go spotkam to go zabiję… Obiecywałem sobie że mu nogi z dupy powyrywam…  Tymczasem stałem chroniąc Narcyzę i tylko się przyglądałem. Dlaczego to zrobiłem? Sam nie wiedziałem… Szok? Niedowierzanie? Stres? To wszystko było tylko jednymi z wielu wymówek na temat mojej bezradności.

Zastanawiacie się pewnie jak wygląda moja historia. Pojawiłem się znikąd i związałem się z Narcyzą. Dla was być może wyglądałem na osobę nie godną zaufania, która chce wykorzystać młodą piękną kobietę do swoich celów. Otóż nie. Wbrew pozorom ja naprawdę kochałem Narcyzę. Jej bladoniebieskie oczy, długie blond włosy, mały nosek… To wszystko to tylko drobne szczegóły, które od razu zauważyłem widząc ją po raz pierwszy. Jednak… Narcyza okazała się człowiekiem o  ogromnym sercu.

W moim życiu pojawiało się wiele kobiet. Każda zazwyczaj tak jak szybko się pojawiała tak szybko znikała. Dlaczego? Nie była tą odpowiednią. Wysokie, długonogie blondynki o niebieskich oczach, obfitym biuście i apetycznej pupie. Gdy ujrzałem Narcyzę pomyślałem, że jest idealna na kolejną kandydatkę na chwilowa partnerkę.  Jednak los pokierował mną inaczej. Teraz będąc dwa lata po ślubie jestem szczęśliwy, że znalazłem kogoś takiego jak Narcyza.

Najbardziej się bałem, że odrzuci mnie, gdy pozna moje korzenie. Mimo strachu i mnóstwa obaw spróbowała i została przy mnie. Sam przyznaję, że wstydzę się mojego pochodzenia. Caleum Lorem. Pierworodny syn Morfiny Gaunt i Toma Riddle. Jednak byłem dzieckiem zapomnianym, przypadkowym niepalowanym. Nigdy nie poświęcali mi należytą ilość czasu. Zawsze byłem tym wyrzutkiem, tym niepotrzebnym, tym ciężarem. A Tom? Urodził się pięć lat po mnie. Był oczkiem w głowie matki odkąd dowiedziała się, że jest w ciąży. Niestety jej szczęście nie trwało długo. Z chwilą, gdy eliksir miłosny przestał działać Tom, mój ojciec odszedł zostawiając ja krótko przed porodem samą z pięcioletnim dzieckiem na utrzymaniu. Rodzina się od nas odcięła i uznała za zdradę za spoufalanie się  z mugolem. Jednak czym ja zawiniłem?

Tuż po narodzinach Toma matka zmarła osierocając dwójkę dzieci. Razem z młodszym bratem zamieszkałem w sierocińcu. To były najdłuższe i jednocześnie najgorsze lata w moim życiu. Gdy Dumbledore pojawił się w budynku coś we mnie pękło. Zwyciężyła chęć ucieczki i czym prędzej opuściłem sierociniec u boku sympatycznego staruszka. Widziałem ból w oczach Toma. Wiedziałem, ze mi tego nie wybaczy.

Tak jak obstawiałem tak się stało. Gdy byłem na szóstym roku do Hogwartu przybył Tom. Już od samego początku widać było jego pociąg w kierunku czarnej magii. Oboje byliśmy w Slytherinie. Niestety on cieszył się większą popularnością bez względu na nazwisko.

Gdy skończyłem szkołę wyjechałem, gdzieś daleko, gdzieś w nieznane. Zmieniłem nazwisko, zaszyłem się w puszczy jak najdalej od innych. Gdy wróciłem rozpętało się piekło.  Tom urządził piekło na ziemi. Gdy się z nim spotkałem dał mi ultimatum. Albo przyłączę się do niego albo odejdę i nigdy nie wejdę mu w drogę. Ponownie wyjechałem wracając dopiero po wygranej II bitwie.  

Dlaczego? Bo dopiero wtedy byłem gotowy na naprawienie błędów i zmierzenie się z rzeczywistością konsekwencji nazwiska Riddle.

***

Czas mijał a jubileusz 10-lecia II Bitwy przyszedł szybciej niż każdy się spodziewał. Właśnie dzisiaj przyszedł dzień, w którym każdy miał ponownie poczuć się jak 11 latek wkraczając w mury zamku. Tego dnia ponownie mogli spotkać się wszyscy razem i powspominać stare czasy.
Jako pierwsi pojawiło się młode państwo Malfoy. Chociaż zważywszy na staż małżeński może do nich już nie należała. Jakiś czas temu świętowali 10 lat razem. Sama nie mogła zrozumieć jakim cudem wytrzymała z nim tyle czasu. Mimo wszystko była z nim szczęśliwa.

-To jest nasza stara szkoła córeczko – powiedział blondyn wchodząc do wielkiej Sali – Tutaj razem z mamą jadłem śniadanie, obiad i kolację. Za kilka lat będziesz też się tutaj uczyć.

Na rękach trzymał czteroletnią córeczkę. Mała blondynka o brązowych oczach. Inteligentna po matce sprytna po ojcu, cięta po matce i kochająca po ojcu. Była osobą z połową cech po ojcu a połowie po matce. Była najlepszym dzieckiem.

-Tam był mój stół – wskazał na zielony obrus – Kiedyś i ty tam będziesz jadła…
-Chyba śnisz Malfoy! – powiedziała z uśmiechem – Moja córka będzie jadła przy stole Gryffindoru!
 -Tatusiu? Dlaczego mamusia mówi do ciebie po nazwisku? – zapytała malutka Sophie trzymając się kurczowo ojca.
-Stare przyzwyczajenie – powiedziała Hermiona uśmiechając się z uczuciem do męża.
-Zobacz, Blaise już jest – powiedział wskazując na zbliżającą się parę.

Ginny była w ósmym miesiącu ciąży pięć lat po ślubie. Nie chciała się śpieszyć. Powiedziała „tak”, gdy zrozumiała wszystko. Gdy upewniła się do stałych uczuć do bruneta. Teraz była dorosłą kobietą z fantastycznym mężem u boku.

-Hej Ginny! Pięknie wyglądasz – wyściskała ją brunetka witając się.
-Dziękuję Hermiono – odwzajemniła uścisk.
-Jak tam mały Junior? – zapytał Dracon obejmując żonę.
-Draco – powiedziała surowo rudowłosa – To nie jest żaden Junior…
-Dobrze, dobrze…  Niech ci będzie… - zaśmiał się.

W drzwiach stanęła wesoła blondwłosa młoda kobieta z wysokim brunetem u boku. Rozmarzonym wzrokiem biegała po suficie wielkiej Sali zupełnie tak jak sprzed wieloma latami. Luna wyszła za Neville’a. Teraz tworzyli szczęśliwą rodzinę oczekującą na proces adopcji.  Była Krukonka postanowiła zaadoptować dwójkę maluchów, bliźniaków. Dla innym może i byłoby trochę dziwne, ale nie dla nich. Były Gryffon wiedział jak wygląda natura blondynki. Wiedział, że jej chęć niesienia pomocy dla innych jest silniejsza niż chęć posiadania własnego dziecka. Dlatego zgodził się zaadoptować Klarę i Filipa. Dzieci okazały się pełne energii i ogromnej inteligencji. Miały 6 lat, więc za pięć mogły spokojnie iśc do Hogwartu.

-Witaj Luna! – powiedział z entuzjazmem Dracon przytulając przyjaciółkę – Jak zdrówko?
-Nie narzekam, ale dziękuję – uśmiechnęła się po swojemu i usiadła obok Państwa Malfoy – Jak tam maluszek Ginny? – zapytała.
-Wszystko w porządku – powiedziała rudowłosa – Jeszcze trochę i maleństwo będzie z nami – uśmiechnęła się czule gładząc dłonią okrągły brzuch.
-Ciociu wyglądasz jakbyś połknęła piłkę – zaśmiała się mała Sophie.
-Kochanie to będzie twoja koleżanka – mrugnęła do niej przyszła matka.
-Chłopiec czy dziewczynka? – zainteresowała się.
-Dziewczynka – potwierdziła – Oczko w głowie Blaise’a.
-Zupełnie jak u mnie – zaśmiała się Hermiona – Sophie jest najważniejszą dziewczynką na świecie.
-Druga – poprawił ją.
-To kto jest tą pierwszą? – zapytała.
-Moja kochana żona – pocałował ją czule w skroń.

Usłyszeli jęk obrzydzenia i wszyscy spojrzeli na małego James’a. Syn Pottera kończył 11 lat i już wkrótce przekroczy próg szkoły. Harry, jako obecny nauczyciel Obrony przed Czarną Magią musiał coś uzgodnić z dyrektorką dlatego nie było go z Dafne. Państwo Potter tworzyli wspaniałą rodzinę.  Dafne była w ciąży z drugim dzieckiem,  Albusem. Harry wciąż kochał ja z dnia na dzień coraz mocniej. W końcu miał rodzinę o której tak strasznie marzył.

-Witaj James – uśmiechnęła się Sophie – Co słychać? – zeskoczyła z kolan matki i podbiegła wyściskać kolegę. Mimo dużej różnicy wieku oboje bardzo się lubili tworząc zgrany duet.
-Gdzie Harry? – zainteresowała się Luna.
-U Minerwy. Coś muszą uzgodnić na temat nowego materiału w nowym roku szkolnym.
-Wciąż nie mogę w to uwierzyć, że za kilka tygodni James pójdzie do szkoły – powiedziała Ginny uśmiechając się nieśmiało – Kiedy to zleciało?
-Jakby ktoś mi powiedział dziesięć lat temu, że teraz będę siedział przy jednym stole z wami wyśmiałbym go i zlecił wizytę u Munga.
-Theo! – powiedziała radośnie szatynka wstając by wyściskać przyjaciela.

Theodor był jedyną osobą, która nie zmieniła statusu cywilnego od 10 lat. Mimo zdziwienia wszystkich były Ślizgon został sam. Laura zostawiła go dla innego, bogatszego… mugola. Mimo, że zapewniała o swoich uczuciach odeszła zostawiając po sobie pierścionek i biała kartkę z jednym słowem. Przepraszam.  Jak widać nie każdemu było pisane „I żyli długo i szczęśliwie”

Mężczyzna się załamał gdy to zobaczył. Zamknął się w sobie i nie odzywał się do nikogo. Odciął się od rzeczywistości i zamknął wśród czterech ścian. Po roku nieudanych poszukiwaniach w końcu został odnaleziony przez przyjaciół. Mógłby teraz ich wyzywać za wszystko co dla niego zrobili, jednak gdyby nie oni staczał by się dalej. Teraz jest jednym ze znanych lekarzy w całej Anglii. Wiele zawdzięczał Draconowi i Blaise’owi ale najwięcej zawdzięczał Hermionie. Po kilkugodzinnej rozmowie z przyjaciółmi kobieta odwiedziła go w tajemnicy przed mężem i osobiście go zbeształa. Postawiła go do pionu dokładnie tak jak kobieta potrafi i otworzyła mu oczy. To dzięki niej złożył papiery na magomedycynę. To dzięki niej ja skończył. To dzięki niej jest tym kim jest.

Przytulił ją mocno do siebie wkładając w to całą wdzięczność. Ta kobieta była dla niego jak siostra.

-Stęskniłam się za tobą – powiedziała odsuwając się.
-Ja za tobą tez – uśmiechnął się .
-Miło cię widzieć stary, ale pamiętaj – wskazał na szatynkę – Ta pani jest zajęta – zaśmiała się.
-Miło mi Was widać ponownie wszystkich razem – usłyszeli głos dyrektorki.
-A skoro jesteśmy razem – zaczęła Hermiona łapiąc męża za rękę – Chcielibyśmy Wam coś ogłosić.
-Hermiona… - zaczął Draco patrząc na żonę.
-Jestem w ciąży – uśmiechnęła się.

Można by dalej pisać o reakcji innych, ale chyba owa jest wiadoma. Każdy założył swoją rodzinę. Każdy żył szczęśliwie. No… Każdy z wyjątkiem Theodora, jednak młody mężczyzna żył pracą w otoczeniu seksownych młodych pielęgniarek. Mimo wszystko dobrze mu było samemu. Gdy miał chwile samotności zawsze znalazła się chętna pielęgniarka na niezobowiązująca noc z panem ordynatorem. Mimo to, nie narzekał.

***


Zapewne zastanawiacie się co z Astorią… Przez pewien okres ukrywała się pod swoim dawnym wyglądem. Gdy zmieniła swój wygląd na ten z czasów szkolnych wszystko się zmieniło. Gdy wyszła na ulicę już nie było tak kolorowo.

-Panna Greengraas? – zapytał wysoki brunet.
-Tak, a o co chodzi? – zainteresowała się.
-Dość długo Panią szukaliśmy – uśmiechnął się.
-Chyba aż tak sławna nie jestem – zaśmiała się, jednak widząc poważną minę aurora spoważniała.

Spojrzała z paniką na lewo i na prawo. Z ulgą zauważyła zbliżającego się Davida. Uśmiechnęła się i zaczęła do niego machać.

-Hej kochanie – wymruczała w jego usta by następnie je pocałować – Pomóż mi… - wyszeptała odsuwając się na milimetr.

Usłyszeli chrząknięcie mężczyzny.

-Wracając do naszej rozmowy – uśmiechnął się – Jesteś zatrzymana…
-Ale jak… - zaczęła blondynka.
-Jesteś zatrzymana pod zarzutem zabójstwa Wiktora Kruma.
-Ale przecież ona nic nie zrobiła – zaczął ją bronić David.
-Ty także jesteś zatrzymany.
-Na jakie okoliczności? – zapytał krzyżując dłonie na piersi.
-Współpracy – uśmiechnął się drugi auror skuwając również jego.


Wspaniały plan tej dwójki skończył się tak, jak większość myślała. Astoria została skazana i wylądowała w Azkabanie. Po kilku dniach aresztu David został wypuszczony z ostrzeżeniem. Sąd uniewinnił go po przedstawieniu faktów. Zaczął nowe życie jak najdalej od swoich znajomych. Wyjechał zostawiając dawne życie za sobą. Samotnie na dalekim zachodzie wraz z chorowitą babcią i żył długo i szczęśliwie. 

04.03.2015

Epilog.

Nadszedł ten dzień. Właśnie dzisiaj miało wszystko się wyjaśnić. Kiedy otrzymał list z prośba o spotkanie nie mógł uwierzyć w swoje szczęście. Kilka razy sprawdzał czy to nie sen i czy ta kartka jest prawdziwa. Gdy pierwszy szok minął zaczął wszystko powoli analizować. Co ona mogła od niego chcieć. Czy chce to zakończyć raz na zawsze i zamknąć ten rozdział? A może po prostu chce do niego wrócić. Uśmiechnął się na tę myśl. W końcu będzie miał przy sobie swoją Hermionę. Jednak pojawiła się nutka niepokoju. Co, jeżeli chce się rozstać w zgodzie? Ginny mu nie raz mówiła, że Hermiona obmyśla wyjazd na stałe do Australii. Wciąż ma nadzieję, że odnajdzie rodziców. Sam jej tego z całego serca życzył. Mimo wszystko bał się tego spotkania.
Spojrzał na zegarek i ze zdziwieniem stwierdził, że zostało mu jeszcze pół godziny. Postanowił zajrzeć do kawiarni. Jak powiedział tak zrobił i już pięć minut później siedział w kawiarence na przeciwko wejścia na dworzec z filiżanką kawy. Czarna, mocna niesłodzona. Dokładnie taką jak lubił. Patrzył na druga stronę ulicy z nadzieją, że może jednak zobaczy zbliżającą się Hermionę. Był tak zafascynowany, że nie zauważył młodej czarnowłosej kobiety, która się do niego dosiadła z kubkiem latte.

-Myślisz, że przyjdzie? - zapytała upijając łyk napoju.

Te słowa były dla niego jak kubek lodowatej wody. Spojrzał lodowatym wzrokiem na kobietę rozpoznając w niej dziewczynę, którą przez tyle lat tak nienawidził. Tyle złego wyrządziła w jego życiu. Tyle osób skrzywdziła. Nie chciał mieć z nią nic do czynienia.

-To chyba nie twoja sprawa, prawda? - zapytał patrząc surowo na jej odmienioną twarz - Wyglądasz... inaczej - powiedział popijając kawę.
-Ble... Jak możesz coś takiego pić - wzdrygnęła się patrząc na kubek mężczyzny.
-Nie zmieniaj tematu. Moja cierpliwość ma swoje granice...
-Owszem wyglądam inaczej, a co podobam ci się? - zamrugała zalotnie poprawiając się na kanapie.
-Chciałabyś Greengraas - nachylił się znacznie - Czego ty chcesz, co? - zapytał surowo.
-Parę rzeczy by się znalazło - wymruczała ponuro w kubek.

Z obrzydzeniem na twarzy ponownie odwrócił twarz do okna. Śledził życie codzienne innych ludzi. denerwowani biegli w stronę dworca z zegarkiem na wierzchu czy z telefonem przy uchu. Zabawnie było tak siedzieć i patrzeć na ten cały pośpiech zza szklanej szyby. Dokładnie tak, jakby siedział po drugiej stronie lustra odcięty od rzeczywistości i od ludzi.

-Więc jak sobie ułożyłeś życie po stracie Granger? - zapytała ponownie upijając łyk napoju.

Ponownie spojrzał niechętnie w kierunku czarnowłosej.

-Posłuchaj mnie raz na zawsze Greengraas. Cokolwiek knujesz wybij to sobie z głowy. Dla mnie nigdy nie byłaś i nie będziesz kimś ważnym tym bardziej tak ważnym jak Hermiona. Wkuj sobie do tego pustego łba my nigdy nie będziemy razem. Możesz się nie wiadomo jak starać i tak nie zwrócę na ciebie uwagi.
-A nasze małżeństwo? - zapytała krzyżując ramiona na piersi.
-Nigdy nie byłoby żadnego małżeństwa...
-Ale jak to? - zdziwiła się.
-Po prostu. Nigdy mi się nie podobałaś. Zawsze byłaś dla mnie tępą lalą, która nie jest odpowiednią kandydatką na moją żonę. Już prędzej ożeniłbym się z twoją siostrą. Ona przynajmniej ma coś w głowie.
-A nasz romans przed wojną? - zapytała załamując się.
-Nic nie znaczył. Złotko zrozum. To było tylko, żeby zadowolić mojego ojca. Żebym dał mu powód do dumy, że jego syn prawowity dziedzic rodu Malfoyów jest z córką równie silnego i bogatego rodu Greengraas.
-Czyli to... wszystko...
-Nic nie znaczyło.

Uśmiechnął się ironicznie patrząc na załamaną twarz byłej Ślizgonki. Widać było ewidentne załamanie. Prawda, która wyszła na jaw po tak długim czasie zmieniła bardzo dużo w jej życiu. Teraz obraz Dracona w jej oczach uległ zmianie. Teraz przypominał tego bezdusznego dupka, którym kiedyś był.
Odwrócił wzrok od młodej kobiety i utkwił go w wejście na dworzec. W końcu ją dostrzegł. Szła powoli ze średniej wielkości walizką w ręce. Była blada, chuda i zmęczona. Co ona ze sobą zrobiła... Nie wiedział, że to tęsknota za nim doprowadziła ją do takiego stanu.

-Myślisz, że chce do ciebie wrócić? - prychnęła. Teraz chciała go zranić. Zatrzymać. Nie dopuścić do spotkania. Sprawić, żeby cierpiał. Tak samo jak i ona cierpiała.
-Tak Astorio, myślę, że chce do mnie wrócić - spojrzał na zegarek. Dochodziła 18.20.
-Wiem, że ona tego nie zrobi. Jest strasznym tchórzem. Ucieka do Australii. Ona już nie wróci Draco. Wasze dzisiejsze spotkanie będzie tym ostatnim. Zacznij się przyzwyczajać do życia bez niej...
-Przestać. Co ty możesz o niej wiedzieć? Nic o niej nie wiesz...
-Tak się akurat składa, że o twojej lubej wiem więcej niż ci się wydaje...
-Zapomniałem. Żeby wrobić ją w zabójstwo Kruma musiałaś faktycznie wiele się natrudzić, żeby dowiedzieć się czegoś o niej. W twoim przypadku to musiały być dni o ile nie tygodnie ciężkiej pracy. W końcu interesowała cię szlama...

Patrzył zadowolony na przerażenie malujące się na twarzy czarnowłosej. Uderzył w czuły punkt jej największych obaw.

-Co byś powiedziała, gdyby wymsknęło mi się na ten temat Potterowi? Jestem pewny, że przymknęli by cię na bardzo długo. W końcu wrobiłaś jego przyjaciółkę i to w okrutny sposób.
-Nie zrobisz tego... - powiedziała cicho.
-Owszem zrobię to, jeżeli nie dasz mi spokoju. Nie dasz nam spokoju.
-To jest szantaż? - oburzyła się.
-Propozycja moja droga... propozycja...

Powoli wstał, mając w zanadrzu pięć minut. Musiał już iść. Od teraz zaczynał wszystko od nowa jednocześnie kontynuując dalszą część szczęśliwego życia. Daleko nie zaszedł. Po chwili poczuł silny ucisk na nadgarstku.

-Co ty robisz? - zapytał zaniepokojony - O nie... - jęknął rozumiejąc co ona chce zrobić.
-Nie pozwolę ci na to Draconie... Nie spotkasz się z nią... - mówiła już zupełnie innym głosem niż pięć minut temu. Teraz mówiła pewnym i chłodnym głosem. Była trochę przerażająca.
-Puść mnie - rozkazał wyrywając ramię.
-Ona nie chce do ciebie wrócić - zatrzymała go przy wyjściu.
-Co ty możesz wiedzieć...
-David z nią rozmawiał kilka dni temu. Nie wróci do ciebie. Ona chce się pożegnać. Zaczyna nowe życie w Australii. Zrozum skarbie - powiedziała słodko cytując słowa blondyna - Ona cię już nie chce - podeszła do niego zalotnie się uśmiechając - Ale ja... - przejechała paznokciem po klatce - Jestem wstanie ci wybaczyć. Będziesz mógł wrócić do mnie... Po prostu wszystko będzie tak, jak przed wojną co ty na to? - powiedziała mrucząc tuz przy jego ustach. A Dracon? Stał jak spetryfikowany patrząc na nią przerażony.
-Zostaw mnie - warknął odsuwając się patrząc na zegarek. 18.29... 
-Nie zdążysz - powiedziała z ironicznym uśmiechem na ustach - Życzę ci powodzenia w dalszym samotnym życiu Draco - zaśmiała się - Pamiętaj, na mnie możesz zawsze liczyć. Przyjmę cie z otwartymi ramionami - mrugnęła i odwróciła się do niego plecami kończąc całą rozmowę. 

***

Wbiegł na peron w momencie, kiedy pociąg Hermiony odjeżdżał ze stacji. Zatrzymał się patrząc przerażony na oddalający się pojazd z jego Hermioną w środku. Musiał coś zrobić. Szybko podbiegł do okienka w celu zakupienia biletu. 

-Dzień dobry - powiedział szybko - O której ten pociąg, co przed chwilą odjechał ma być na miejscu? 

Starsza kobieta leniwie spojrzała na zniecierpliwionego blondyna i z łaską spojrzała w monitor komputera. 

-Dokładnie? - zapytała poprawiając okulary na nosie. 
-Tak dokładnie - silił się na uprzejmość zaciskając zęby. Kobieto! Dziewczyna, którą kocha odjechała i jest duże prawdopodobieństwo, że jej nigdy nie spotkam. Ruchy! 
-Hmm... Gdzieś około 21.25, ale jest przewidywane opóźnienie niedaleko drogi R8. O! - zdumiała się - Możliwe, że nawet kilku godzinne... Remont torów - wyjaśniła mu. 
-Dobrze, mam kilka godzin w zanadrzu...
-Yyy... Słucham? - zapytała zdziwiona. 
-Nieważne - mruknął - Dokąd ten pociąg jechał? - zapytał.
-Do Dover - mruknęła.

Dover? No tak! Stamtąd leci samolot do Australii... Dziwne, że od razu nie wybrała transportu lotniczego. Może bała się latać? 

-O której jest kolejny pociąg do Dover? - zapytał wyjmując sakiewkę. 
-Ma Pan szczęście - uśmiechnęła się - Za pięć minut odjeżdża kolejny. Zmienny. Osoby, które jechały poprzednim mogą się przesiąść dzięki czemu będą szybciej na miejscu.
-Rozumiem. Poproszę w takim razie jeden bilet na ten pociąg. 
-Niestety nie ma już miejsc...
-Błagam Panią! To sprawa życia i śmierci... 
-No dobrze - powiedziała po chwili wahania - Tylko będzie trochę drożej. Zamiast 50 funtów zapłaci Pan 90 funtów. 
-Nie ma sprawy - wyjął odliczona kwotę i odebrał papierek - Dziękuję bardzo - powiedział z ulga - Miłego wieczoru. 

Wsiadł szybko w pociąg i zajął miejsce od razu przy oknie. Kilka chwil później pociąg ruszył. Jechał szybko. Wystarczająco szybko, żeby dojechać na miejsce na czas.

***

Siedziała przy oknie nie mogąc uwierzyć w swojego pecha. Właśnie dzisiaj musieli zatrzymywać pociągi. Właśnie dziś musieli zatrzymać jej pociąg. Wszystko obmyśliła. O godzinie 21.30 byłaby na miejscu w Dover. W mieście zwanym brama Anglii. Umieszczone prawie na krańcu kontynentu. O 22 miała samolot, który bezpośrednio poleciałby do Australii. Dzięki opóźnieniu spóźni się na samolot a nowe życie przebiegnie jej obok nosa uśmiechając się ironicznie. 
Wyszła z przedziału i otworzyła okno. Stojąc w korytarzu z głową wywieszona przez okno czuła się okropnie. Dopiero teraz wydarzenia z przed kilku dni do niej dotarły powodując głośny szloch. Nie mogła płakać. Nie tym razem...
Poczuła dziwne drgania i usłyszała znajomy jej szum następnie pisk hamulców. Zdziwiona dostrzegła nadjeżdżający pociąg. Akurat w tej chwili słabości ludzie będą mogli widzieć sławną Hermionę Granger z czerwonymi policzkami. Otarła szybko policzki i klepnęła się kilka razy tak, żeby zmniejszyć opuchliznę. Niestety bezskutecznie... 
Podniosła swój wzrok i zamarła...

Jechał już dobrą godzinę. Została mu jeszcze kolejna. Nogi właziły mu już w tyłek od tych twardych krzeseł. Wyszedł na korytarz wyciągając przedtem paczkę fajek z tylnej kieszeni jeansów. Wyjął jedną sztukę razem z zapalniczką. Podpalił papierosa i głęboko się zaciągnął przeczesując włosy wolną ręką. Oparł się o framugę okna i patrzył w podłogę z jedną ręką poza wagonem. Miał na sobie luźne przetarte jeansy białą koszulkę i czarną bluzę. Na nogi niezawodne i wygodne trampki. Włosy w nieładzie a na brodzie lekki zarost. Kwadratowa szczęka, blond włosy i niebieskie oczy. Niejedna dałaby się za niego pokroić. Każda tylko nie ona...
Ponownie się zaciągnął i poczuł jak pociąg zwalnia. Nie palił nałogowo. Palił w stresujących sytuacjach lub w momentach zwątpienia czy gdy chce być sam. Sam nie wiedział dlaczego teraz zapalił. Po prostu tego potrzebował. Potrzebował chwili odprężenia. 
Podniósł wzrok i zamarł. 

Dwa pociągi w końcu się ze sobą zrównały. Przerwa była niewielka. Wystarczająca, aby inne osoby mogły przejść z jednego pojazdu do drugiego. Jednak dwie osoby. Ona i on, młody mężczyzna i młoda kobieta. Oboje stali wryci w ziemię bez możliwości zrobienia jakiegokolwiek kroku. Pociąg powoli ruszał. Ostatni gwizdek konduktora oznajmił, że czas na przejście się skończył. To sprawiło, że dziewczyna się ruszyła. Ostatni raz spojrzała na chłopaka i pobiegła w przeciwnym kierunku. Pociąg powoli jechał. Dziewczyna biegła coraz szybciej zatrzymując się przy oknie. Przyłożyła dłoń do szyby i uśmiechnęła się smutno. Dracon niewiele myśląc przyłożył dłoń do szyby marszcząc czoło. Co ona chce zrobić? Odwróciła się i zatrzymała przy ostatnim wyjściu. Przerażona spojrzała na niego i skoczyła. Poślizgnęła się i gdyby nie niesamowity refleks blondyna zapewne wylądowałaby na torach. 
Przyciągnął ja do siebie i mocno przytulił. 

-Merlinie... Hermiona... - wyszeptał czując ja ponownie w swoich ramionach.
-Draco... Tak bardzo cię przepraszam - wyszlochała - Wróć do mnie - wyszeptała.
-Hermiono - ujął jej twarz w dłonie - Nawet nie wiesz jak mi ciebie brakowało...

Przytuliła się do niego ponownie czując to znajome ciepło wokół serca. Jego głos działał na jej duszę kojąco jak balsam. Kochała tego człowieka. Dopiero teraz zrozumiała jak bardzo zraniła siebie i jego tym rozstaniem. 

-Przepraszam - wyszeptała. 
-Hermiono muszę ci coś powiedzieć - powiedział siadając na kanapie w pierwszym lepszym przedziale - Odkąd cię poznałem moje życie się zmieniło. Poczułem coś, z czym spotkałem się po raz pierwszy. Poczułem jakieś uczucie...
-Jakieś uczucie? Jakieś nieznane uczucie? - zapytała.
-Tak, dokładnie coś takiego. 
-To ciekawe, bo ja czułam dokładnie coś takiego. 
-Wiem, że nie ma odpowiedniego klimatu, ale... wyjdź za mnie - powiedział spokojnie - Kocham cię. Chcę spędzić z tobą resztę życia - powiedział wyciągając mały brylantowy pierścionek - I jak? Podoba ci się? 
-Jest piękny Draco - w jej oczach zalśniły łzy - Tak - wyszeptała - Tak - powtórzyła mocno się do niego przytulając czując jak na jej palcu pojawia się mały brylantowy pierścionek. 

Co się działo dalej? Wszystko zależy od was. To wy piszecie dalszy scenariusz tej dwójki. Czy są szczęśliwi?  Obojętnie gdzie, ważne, że razem. Co stoi za ich szczęściem? Nieznane uczucie. Własnie ono. A czym jest owe uczucie? Miłością.

 "Miłość... To coś nie do opisania. Dzięki niej ludzie mają ochotę żyć, ale też odwrotnie. To takie uczucie, które daje szczęście. Jeden uśmiech tej wyjątkowej osoby i potrafisz być radosny cały dzień. Miłość to tak naprawdę wszystko co na co dzień zwyczajne, staje się nagle niezwykłe przez kogoś, dzięki komu ją poznaliśmy..."


The End


***


No to koniec tej historii. Musze przyznać, że ciężko mi będzie się z nią rozstać. Włożyłam w to opowiadanie duzo serca, czasu i myśli. Samo w sobie było jednym wielkim spontanem. Mimo wszystko jestem zadowolona, że dotrwałam do końca. 
Chciałabym podziękować wszystkim i każdemu z osobna za słowa otuchy i za to, że byliście. Dziękuję tym, co byli od początku, tym co byli od "środka" a nawet tym, co dołączyli niedawno. Dziękuję tym co komentowali i dziękuję tym, co tylko czytali, bo sam fakt, że mimo wszystko ktoś był i czytał to co pisałam sprawiał, że byłam po prostu szczęśliwa :) 
Płakałam razem z wami, śmiałam się razem z wami, denerwowałam się razem z wami. Byłam jednocześnie autorką i osobą z otoczenia, która czyta wszystko i przezywa razem z bohaterami.
Dzisiaj 4 marca 2015 roku, kiedy kończę swoje opowiadanie po ponad roku osiągnęłam tyle, że nawet o tym nie śniłam. Nie chodzi już nawet o liczbę wyświetleń czy obserwatorów, ale chodzi o sam fakt, jak wszystko się zmieniło. Zaczynałam swoją przygodę z blogerem jako kolejna osoba, która nie chce pisać do szuflady. Dzisiaj jestem autorka tego dobrego lub i kolejnego słabego i amatorskiego opowiadania, która planuje kolejna historię z naszymi ulubionymi bohaterami. 
Mam nadzieję, że udało mi się podołać zadaniu i dałam rade wszystko złożyć w spójną i logiczną całość. 
Mam nadzieję, że wynagrodzicie mi te 50 rozdziałów i każdy poświęci tę chwilę, żeby skomentować całość. Chciałabym zobaczyć ile was w sumie jest. Wiem, że sa i takie osoby, które czytają a nie komentują, bo im się nie chce (wiem, bo sama czasem tak robię u innych). Proszę każdego z osobna o te dwa słowa. Chcę wiedzieć ile osób było ze mna od początku a ile od jakiegos czasu. Chcę wiedzieć dla kogo się starałam. Chce wiedzieć dla kogo nie spałam tyle nosy by wymyślić cos, co Was zadowoli. 
Nie żegnam się, bo to by było absurdalne, zważywszy na to, że na 80% planuje dodatek specjalny, który będzie kilka lat później w życiu każdej pary, która pojawiła się w tym opowiadaniu. Co będzie? Wyjdzie w praniu. 
Na koniec chciałabym Was przeprosić za ten czas zwłoki. Usunęłam Offica (brawo ja) i nie miałam jak pisac. Zostawała mi notka na bloggerze ;) 

Liczę na mnóstwo miłych lub i złych komentarzy od każdego z Was. 
Ściskam mocno i całuję : Wasza Alexis Nott

:)

P.S Dziękuję Wam! Jesteście kochani! Nie mogłam sobie wymarzyć lepszych czytelników <3
P.S 2 Przepraszam wszystkich za nieobecność na blogach ale nie miałam ostatnio czasu. Jestem w trakcie nadrabiania. Jak będzie mi się kiedyś nudziło i znajdę trochę wolnego czasu to z chęcią odwiedze też blogi co pojawiły się w zakładce spam :)

28.02.2015

Rozdział 50 - OSTATNI

Tak, nie sądziłam, że to jednak nastąpi. Ostatni rozdział przed wami :( Tak, tez mi jest potwornie smutno, że to już zaraz koniec. Zostaje mi epilog i dodatek specjalny Sekret Cala :) 
Najdłuższy rozdział w historii bloga. Jest... nawet dobry :D Zobaczymy jak wam się podoba.
Pozdrawiam serdecznie : A.N
P.S  Epilog pojawi się za jakis czas, bo odinstalowałam Microsoft Office <heh> Więc dopóki tata mi nie pomoże nici z epilogu :( 



Czas leciał na jego niekorzyść. Przez cały ten okres nieudolnie próbował dostać się do mieszkania dziewczyny. Zaszyła się w nim nie wpuszczając do niego nikogo. Nawet Ginny ku zdziwieniu wszystkich nie miała z nią kontaktu. Nikt nie wiedział co się z nią działo. Codziennie nowe bukiety lądowały na wycieraczce małego mieszkania byłej Gryffonki, gdy następnego dnia wycieraczka była pusta. Dokładnie tak, jakby zabierała te kwiaty dla siebie. A może tak właśnie było?
Następny dzień rozpoczął się pięknym wschodem słońca. Ogromna żółta kula powolutku wspinała się coraz wyżej budząc miasto powoli do życia. Szatynka siedziała na parapecie z kubkiem kawy pod kocem obserwując wschód w Londynie. Od jakiegoś czasu czuła się jakoś… dziwnie. Czuła się taka… pusta. Nie mogła spać ani jeść. Dziennie przeżywała na kubkach kawy i suchych bułkach. Schudła już kilka kilo. O te kilka kilo za dużo. Kiedyś pełna życia seksowna i młoda kobieta dzisiaj smutna, wyczerpana i przeraźliwie chuda.
Wpatrywała się pustym wzrokiem w panoramę Londynu zza szyby swojego małego mieszkanka. Mieszkała dość wysoko. Wystarczająco, żeby obserwować wszystkich z góry. Cały jej dom był wypełniony dużymi bukietami róż wszelkiego rodzaju. Białe, czerwone i czarne. Białe oznaczały nadzieję, czerwone miłość, a czarne rozpacz. Jak na złość zawsze dostawała je w takiej samej kolejności. Rano dostawała duży bukiet białych róż z małym liścikiem, gdzie za każdym razem były jakieś słowa przeprosin. Po południu dostawała większy bukiet czerwonych róż z listem, gdzie za każdym razem była napisana jedna rzecz, którą w niej kochał. Wieczorem mały bukiecik czarnych z prośbą o rozmowę. Jej plan dnia wyglądał ciągle tak samo. Wstawała przed świtem i siadała na parapecie z kubkiem parującej kawy. Przełykała suchą bułkę i zabierała biały bukiet sprzed drzwi. Cały dzień siedziała przed oknem wysłuchując miarowych kroków pod drzwiami swojej najlepszej przyjaciółki. Po południu odbierała kolejny bukiet tym razem czerwieni. Wieczorem obserwowała zachód słońca by następnie zabrać malutką czarną wiązankę. Jej życie było jakimś pieprzonym rytuałem. Miała tego dosyć, ale… nie wiedziała jak to przerwać…
Ponownie siedziała przy oknie ponownie wysłuchując błagań Ginny. W oczach gromadziły jej się łzy. Jak mogła zrobić jej coś takiego? Wiedziała, że ruda cierpiała tak samo jak ona. Musiała coś zrobić…

-Hermiona błagam cię otwórz te drzwi – błagała dziewczyna łamiącym się głosem – Wiem, że tam jesteś… - pociągnęła cicho nosem – Nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak wygląda właśnie Dracon. Nie śpi, nie je… On znów jest wrakiem człowieka. Codziennie tu przychodzi z nadzieją, że może kiedyś otworzysz mu te cholerne drzwi! On ciebie nadal kocha. Nie rozumiesz tego? – przerwała na chwilę – Wiesz, jaki jest Malfoy. Nigdy się nie poddaje. Jednak on nie jest ze stali. Prędzej czy później się złamie – Tego właśnie chcesz? – zapytała cicho dotykając drzwi – Chcesz, żeby oszalał przez to wszystko?
-Nie – szepnęła sama do siebie – Nie chcę…
-Wszyscy wiemy, że ty go nadal kochasz – kontynuowała nie zważając na szepty po drugiej stronie – Wiemy tez, że go zostawiłaś ze strachu. Najzwyczajniej się boisz… Boisz się, że go stracisz…
-Tak – potwierdziła pociągając nosem – Wciąż go kocham…
-Otwórz proszę… - poprosiła miękko z nadzieją, że to pomoże…

Westchnęła głęboko i otworzyła leciutko drzwi wystawiając tylko kant oka. Widziała szok malujący się na twarzy przyjaciółki i nie mogła powstrzymać smutnego uśmiechu, który cisnął jej się na usta.

-Hermiona – powiedziała z ulgą mocno ją przytulając – Dzięki Bogu…
-Och Ginny! Tak bardzo cię przepraszam – szepnęła cicho mocniej wtulając się w przyjaciółkę. Po policzkach płynęły jej rzewnie łzy.
-Tak bardzo się martwiłam…
-Wiem Ginn, wiem…

Stały tak jeszcze dłuższa chwilę. Cudownie było czuć ponownie przy swoim boku osobę, która ją kochała jak siostrę. Cudownie było czuć przy swoim boku żywa osobę, osobę, która jest ci bardzo bliska. Jednak obecność Ginny nie załatała tej dziury, która powstała w jej sercu. Hermiona wiedziała kto może ją załatać, ale nie miała zamiaru na to pozwolić. Wiedziała, że jeżeli się z nim spotka to zmięknie i do niego wróci. Za bardzo go kocha, żeby teraz to wszystko zepsuć i powrócić do dawnej rzeczywistości. W jakimś stopniu polubiła ten swój mały szary świat. Jedyne co jej zostały to wspomnienia, chociaż i je odgrodziła w osobnej szufladce pamięci. Nie chciała do nich wracać, jednak mimo wszystko to do tych dobrych wracała mimo silnej woli. Dlaczego? Te wspomnienia zostały tylko dla niej. To nimi mogła się cieszyć przez cały czas. Uśmiechnięta twarz Dracona na słonecznych błoniach, przepełniony miłością wyraz twarzy, gdy spędzała z nim czas. Te wszystkie wspólnie spędzone chwile…
Otrząsnęła się z zadumy, gdy poczuła jak młoda Weasley ciągnie ją w stronę kanapy. Usiadła i niczym kukła podkurczyła nogi pod brodę wpatrując się w ogień w kominku.

-Powiesz mi, co się w końcu stało? – zapytała z nadzieją.

Spojrzała na nią smutno i tez dostrzegła niewielkie zmiany w jej wyglądzie. Matowe włosy pozbawione tego rudego błysku, oczy lekko przygaszone, ale nadal z ta wesołą iskierką. Paznokcie zwykle zadbane i długie teraz poobgryzane aż do skórek. Ogromne wory pod oczami podkreślały nieprzespane noce. Widać było, że i ona źle znosiła jej zachowanie. Czy to możliwe, że człowiek od samego zamartwiania może się stać kimś takim? Ona również spadła na wadze, ale w przeciwieństwie do szatynki jej twarz jest rumiana a skóra gładka. Pod tym względem wyglądała prawie tak jak zawsze.

-Widzę, że też zmizerniałaś – powiedziała cicho. Zbyt cicho.
-Mieszkanie z Blaisem ma swoje wady i zalety – powiedziała z sarkazmem.
-Mieszkasz z Diabłem? – zapytała z podziwem – Nie wiedziałam…
-A skąd miałaś do jasnej cholery to wiedzieć skoro od kilku tygodni nie dajesz znaku życia odseparowując się od nas. Co my ci zrobiliśmy! Hermiona! Co się stało?! – jej cierpliwość się kończyła a czuła, że to dopiero początek.

Zamknęła oczy chowając twarz w dłoniach. Czy jest gotowa zmierzyć się ze swoimi demonami co prześladują ja co noc? Czy jest gotowa podzielić się swoimi obawami? Sama tego nie wiedziała, jednak kiedyś musi to z siebie wyrzucić. Trzymając to w sobie jeszcze bardziej pogarsza sytuację.

-Pamiętasz ten dzień, w którym zostałam skazana za zabójstwo Wiktora?
-Tak – zmarszczyła brwi – Do czego zmierzasz…
-W nocy czułam, jak serce mi zamiera. Czułam, jakby coś się z nim działo nie tak. Czułam, że go tracę… Gdy wyszłam na wolność a prawda wyszła na jaw postanowiłam sobie nigdy nie zostawiać Dracona. Byłam wstanie znieść wszystko. Zazdrosną Astorię, obsesję Davida a nawet zazdrosnego Rona. Jednak to wiadomość o ucieczce jego ojca wstrząsnęło mną najbardziej. Fakt, że osoba, której najbardziej się bałam jest na wolności wzbudzał w niej nieznane dotąd uczucie. Jednakże nie były to tymi przyjemnymi…
-Chcesz mi powiedzieć, że to wszystko jest wina ojca Dracona?
-Tak – powiedziała cicho – Najbardziej boję się tego, że go stracę. Że on zrobi coś albo jemu albo mi. Doskonale wiem, że ani ja ani on by tego nie przeżył gdyby coś się stało temu drugiemu. Bądź co bądź wciąż go kocham… Wciąż chce o niego walczyć, ale… Najzwyczajniej się w świecie boję…
-Nie ma się czego bać. Trzeba udźwignąć ten ciężar na własnych barkach. Ty już nie dałaś rady. Potrzebujesz pomocy. Tą pomocą może się okazać Draco. Myslę, że on by ci bardzo pomógł, w końcu to wasze wspólne brzemię. Ale wiesz co jest najgorsze? – zapytała.
-On tez się cholernie o ciebie boi…

***

Przyszła pora obiadowa. Pora wyłożyć kolejny bukiet. Jak tak dalej pójdzie to zbankrutuje na samych kwiatach. Czy żałował? Nigdy w życiu…
Właśnie dotarł na piętro dziewczyny, gdy dostrzegł, że drzwi są uchylone. Z przyspieszonym sercem zaglądał do środka w obawie o zdrowie i życiu ukochanej, jednak gdy usłyszał jej głos kamień spadł mu z serca. Coś było nie tak i on to czuł. Wyczuł to w jej głosie. Usiadł przy drzwiach i nasłuchiwał. Wiedział, że to nie ładnie, ale w tym momencie natura niegrzecznego chłopca wygrała. Znów się poczuł jak mały pięciolatek podsłuchujący swoich rodziców.

-W nocy czułam, jak serce mi zamiera. Czułam, jakby coś się z nim działo nie tak. Czułam, że go tracę… Gdy wyszłam na wolność a prawda wyszła na jaw postanowiłam sobie nigdy nie zostawiać Dracona. Byłam wstanie znieść wszystko. Zazdrosną Astorię, obsesję Davida a nawet zazdrosnego Rona. Jednak to wiadomość o ucieczce jego ojca wstrząsnęło mną najbardziej. Fakt, że osoba, której najbardziej się bałam jest na wolności wzbudzał w niej nieznane dotąd uczucie. Jednakże nie były to tymi przyjemnymi…

Słodki Jezu! Czy ona mówi prawdę? Czy to jest prawda? Nigdy nie zdawał sobie sprawy z mocy jej uczucia względem niego. Jak widać po raz kolejny go zaskoczyła. Ona go wciąż kochała. W głowie zapaliła się malutka iskierka nadziei.

-Chcesz mi powiedzieć, że to wszystko jest wina ojca Dracona?
-Tak – powiedziała cicho, ledwo słyszalnie – Najbardziej boję się tego, że go stracę. Że on zrobi coś albo jemu albo mi. Doskonale wiem, że ani ja ani on by tego nie przeżył gdyby coś się stało temu drugiemu. Bądź co bądź wciąż go kocham… Wciąż chce o niego walczyć, ale… Najzwyczajniej się w świecie boję…
-Nie ma się czego bać. Trzeba udźwignąć ten ciężar na własnych barkach. Ty już nie dałaś rady. Potrzebujesz pomocy. Tą pomocą może się okazać Draco. Myslę, że on by ci bardzo pomógł, w końcu to wasze wspólne brzemię. Ale wiesz co jest najgorsze? – zapytała.
-On tez się cholernie o ciebie boi…

W tej kwestii musiał się wyjątkowo zgodzić z Ruda. On tez się o nią cholernie bał. Bał się o jej życie, zdrowie… Bał się o nią całą… Az nie mógł w to uwierzyć, że w końcu otworzyła drzwi od mieszkania. Kątem oka dostrzegł w kuchni rosnący stos pełen kwiatów. A więc jego przypuszczenia się sprawdziły. Zbierała kwiaty, a co najważniejsze wciąż je trzymała u siebie.

-Co zrobisz z tymi kwiatami? – zapytała Ruda.
-Sama nie wiem. Chyba będą tu leżały?
-Uschną ci…
-Wole je mieć suche niż gdybym miała je wyrzucić. To jest takie słodkie. W życiu żaden chłopak tak o mnie nie zabiegał… Nie mogę przestać o nim myśleć przez te kwiaty, dlatego leżą pod schodami, żebym nie czuła zapachu, ani ich nie widziała. Wiesz co na jednym liściku było?

Wstała i pokazała jej białą kartkę włożona w czerwoną kopertę. Wyjęła ją i Ginny zaczęła czytać. Z każdym słowem jej wyraz twarzy łagodniał a pod koniec odetchnęła z ulga. Z ogromną ulgą.

-Kochana Hermiono, całe dnie myślę o tobie. Zapewne kiedyś zastanawiałaś się co w tobie tak naprawdę mi się podoba. Nie będę mówił o wszystkim, bo masz czasem i wady, jak na przykład ten słodko zadarty nosek do góry co tak strasznie uwielbiam cmokać. Twoje oczy wyrażają głębie twoich uczuć, dzięki czemu mogę czytać z ciebie jak z otwartej księgi. Twoje wąskie malinowe wargi, które za każdym razem wykrzywiały się w piękny uśmiech ukazując rządek śnieżnobiałych zębów. Chudziutka szyja, zgrabne ramiona i długie palce. Wąska talia, płaski brzuch, lekko zaokrąglone biodra i długie i szczupłe nogi prawie jak do nieba. Ubierając się z ołówkową spódnicę, wysokie czarne szpilki i obcisłą szara marynarkę ukazując bialutką bluzeczkę pod spodem wyglądasz jak chodząca seks bomba. Twoje piękne kasztanowe włosy opadają kaskadą na twoje plecy tworząc obraz idealny. Gdy tak siedzę i myślę o tobie… o nas, to zastanawiam się, jakim jak muszę być szczęściarzem, że mam kogoś takiego jak ty. Na taką dziewczynę trzeba sobie zasłużyć, a ja z pewnością tego nie zrobiłem… Czuję się jakbym wygrał w totka. Mam idealną dziewczynę pod każdym względem i nikt nie jest wstanie logicznie wytłumaczyć tego wszystkiego. To wszystko to jest jedna wielka magia…
-Magia miłości – uśmiechnęła się do siebie Hermiona.

O rany! Nie wiedział, że to nadal ma. To był najdłuższy list, który do niej napisał. Mimo wszystko został zlany.

-A ty co o tym myślisz? – zapytała ją Ginny – Też tak uważasz, że on jest szczęściarzem?
-Nie Ginn. To ja jestem szczęściarą, ze go mam… to znaczy… miałam.

Przymknął oczy i wypuścił cicho powietrze z płuc wraz z dymem nikotynowym. Deszcz  przyjemnie chłodził szyję. Właśnie był w trakcie podsłuchiwania ich rozmowy… Akurat musiała wyjść sąsiadka. Odłożył kwiaty i wstał. Stał przed apartamentowcem czekając na powrót Ginny. Miał nadzieje, że da się wszystko jeszcze ułożyć…

-I jak? – zapytała dołączając do niego umieszczając jednego papierosa w ustach.
-Nie wiedziałem, ,że palisz...
-Odkąd zaszyła się, to tak jakoś samo wyszło…
-Więc jaki jest plan? – zapytał z nadzieją.
-Za pięć dni ma pociąg do Australii o 18. Wyrusza z peronu 5. Do tego czasu może uda mi się ją namówić na wasze spotkanie…
-Dziękuję Ginny – przytulił ją – Nie wiem, co bym bez ciebie zrobił…
-W porządku. W końcu mi tez zależy na dobrze Hermiony…

Uśmiechnął się nieśmiało kłaniając się lekko i odszedł w poszukiwaniu piątkowego biletu do Australii…

***

 Przeglądał gazetę ze znudzeniem w oczach. Miał mnóstwo czasu i nie wiedział jak nim dysponować. Codziennie siedział czytając gazetę i włócząc się po mieście. Teraz, kiedy Astoria przestała go odwiedzać nudził się jeszcze bardziej. Ona już wymyśliła swój plan i na dniach wcieli go wżycie. On? Siedział i myślał, ale nic mu do głowy nie przychodziło.
Telewizor był włączony przez cały czas puszczając kolejny melodramat. Właśnie leciała scena, gdzie jakiś koleś stał w progu drzwi ukochanej z bukietem czerwonych róż  błagając o przebaczenie. Prychnął zniesmaczony. To takie absurdalne. Chociaż idąc tym tropem to może zadziałać…  Zadzwonił do kwiaciarni. Zamówił ogromny bukiet róż. Z uśmiechem na ustach czekał na przesyłkę.
W przeciągu godziny pod jego drzwiami już stał kurier. Zlustrował go spojrzeniem. Beżowe spodnie, bezowa koszula i torba pełna listów. W ręce trzymał ogromny bukiet trzymał w jednej ręce a w drugiej listę z nazwiskami.

-Pan Harrison? – zapytał.
-Tak, to ja…
-Proszę zamówione kwiaty – wręczył mu je – Proszę tu o podpis… - wskazał miejsce i poczekał na podpis – Dziękuję bardzo – uśmiechnął się – Miłego dnia.

Zamknał drzwi i powąchał kwiaty. Pachniały cudownie, prawie tak samo jak Hermiona. Ubrał się w stare bezowe spodnie i bezową koszulę w kratę. Wyglądał… inaczej, ale to nie oznaczało, że źle. Zabrał potrzebne rzeczy i teleportował się pod wskazany przez Astorię adres. Wylądował pod jednym z Londyńskich apartamentów. Był… wysooooki, bardzo wysoki. Wszedł do holu i ruszył w kierunku windy. Na recepcji była recepcjonistka, która pożerała go wzrokiem. Była sympatyczna, to fakt. Długonoga blondynka o idealnych kształtach, pełnych ustach i długich nogach  Idealna na jednorazowy numerek. Może kiedyś o tym pomyśli?
Piętro Hermiony było jedno z najmniejszych. Mimo wszystko robiło wrażenie. Czerwony dywan na podłodze, bezowe ściany i mnóstwo obrazów, które przedstawiały… stary Londyn. Wszystko to wyglądało… oszałamiająco. Dotarł do mieszkania numer 216 i zadzwonił dzwonkiem. Zasłonił twarz wielkim bukietem i czekał. Dźwięk otwieranych drzwi nastąpił szybciej niż myślał.

-Eeee… - wyjąkała z marchewką w połowie drogi do ust – Dzień dobry? – przechyliła głowę w prawo.
-Witaj Hermiono – powiedział brunet zza bukietu.
-David? – zapytała zdziwiona i jednocześnie blada jak ściana – Co ty tu robisz? – w jej głosie słychać było lęk.
-Wiem, że to nie odpowiedni moment, ale chciałbym cię przeprosić… - wyciągnął w jej stronę bukiet – To dla ciebie
-Dziękuje – powiedziała cicho marszcząc brwi – Wejdź, proszę…

Wszedł do środka i odprowadził ja wzrokiem do kuchni. Kuchnia była mała i biała. Za ściana znajdował się salon z ogromnym oknem z widokiem na panoramę Londynu. Biała sofa, jasny stół i duży telewizor plazmowy.

-Przytulnie tu macie – powiedział z podziwem.
-Dziękuję – odpowiedziała wkładając kwiaty do wazonu – Więc co u ciebie słychać? – zapytała wyciągając kubek – Kawy?
-Poproszę – uśmiechnął się – U mnie wszystko w porządku. Codziennie siedzę od rana do wieczora w chacie i się śmiertelnie nudzę. Czekam na odpowiedź chociaż od jednej z firm, gdzie złożyłem podanie, ale chyba się nie doczekam. A u ciebie wszystko ok? Słyszałem, że zerwałaś z Draconem, fatalna sprawa…
-Tak… - powiedziała siadając obok – Zostawiłam go, to wszystko mnie przytłoczyło. Za pięć dni wyjeżdżam do Australii. Może tam uda mi się zacząć nowe życie…
-Na stałe? – zapytał zdziwiony.
-Na razie tylko na dwa tygodnie. Może uda mi się znaleźć rodziców. Na dłuższa metę się zobaczy… - upiła łyk kawy – Masz kogoś?
-Nie, a dlaczego?
-Tak pytam, z czystej ciekawości. Ostatni raz widziałam cię z Astorią…
-OCH! Nic z tych rzeczy. To był tylko interes, mało znaczący. Ona również wyjeżdża. Znaleźli jej męża na dalekim wschodzie. Leci do niego. Niezła partia, przynajmniej tak mi mówiła…
-Maci nadal ze sobą kontakt? – zapytała.
-Tak, oczywiście. Okazała się bliższa niż sądziłem. Stała się dla mnie przyjaciółką…

Zamknęła oczy i odwróciła głowę. Powiedział to z takim ledwo słyszalnym zarzutem. Wiedziała o co mu chodzi. Chodziło mu o to, że ona go opuściła, bo wolała Dracona. Zostawiła go, gdy potrzebował najbardziej jej towarzystwa. Była potworem.

-Przepraszam… - powiedziała ze skruchą –Przepraszam za wszystko, za to, że mnie nie było i za to, że cię opuściłam…
-Nic nie szkodzi Hermiś – uśmiechnął się – Wciąż jesteś dla mnie jak siostra. I przepraszam cię za to, że przez ostatnie miesiące się tak zachowywałem. Zszedłem na nie tę drogę, co powinienem…
-W porządku – odwzajemniła uśmiech godząc wszystkie niedomówienia.

Reszta wieczoru minęła im w spokojnej atmosferze przy kubku kawy na rozmowie o leniwym czasie w Hogwarcie, gdzie zamiast się uczyć leżeli na trawie wpatrując się w błękitne niebo. O czasach spokojnych i wesołych, gdzie nie było miejsca na myśli „Co teraz będzie?”. O ich czasie, gdzie liczyli się tylko oni. Tylko Ona i On.

***

Do wyjazdu zostały jej dwa dni. Już powoli zaczęła się pakować. Wciąż zastanawiała się co jeszcze ma zabrać. W jej garderobie panował totalny chaos. Jej cała garderoba wylądowała na podłodze. Od dwóch godzin przeglądała swoją szafę. Po raz kolejny nie wiedziała co zabrać. Sukienki? Spódniczki? Spodnie? Wciąż się zastanawiała.
W końcu się dokopała się do dna szafy. W prawym dolnym rogu znalazła granatowe pudełko średniej wielkości. Otworzyła je zdziwiona i w jej oczach pojawiły się łzy. W środku znajdował się naszyjnik i kolczyki. Na górnej części pudełka wciąż była przypięta mała karteczka „Proszę, Dziękuję, Przepraszam…” Zakryła usta dłonią a z jej gardła wydarł się szloch. Pamiętała ten dzień, jakby to było wczoraj. Ten łańcuszek… Dostała je na urodziny. Dostała je od Dracona. Tak bardzo za nim tęskniła… 
Wytarła nos i wstała. Doprowadziła do porządku swoją garderobę i wyszła z pokoju. Wstawiła wodę na kawę i zabrała się za pisanie listu.  Miała wszystkiego dosyć. To wszystko było przez nią. To ona to zaczęła i to ona musi to zakończyć.

***

Kochany Draco, 

Przyjdź proszę za dwa dni na dworzec, na peron piąty. Odjeżdżam pociągiem o godzinie 18.30. Musimy porozmawiać…
Hermiona


***

Dwa dni później siedziała przy stoliku na dworcu przy peronie 5. W dłoni trzymała plastikowy kubek z kawą a przy nogach leżała walizka. Bała się. Najzwyczajniej w świecie się bała tego, co zastanie. Bała się, że coś pójdzie nie tak. Spojrzała na zegarek zniecierpliwiona.

18.15. Czasu zostało jej coraz mniej. Za piętnaście minut jej pociąg odjeżdżał. Coraz bardziej się bała. O godzinie 18.25 ujrzała blond czuprynę w oddali.  Uśmiechnęła się nerwowo i wstała. Niestety to nie był on.

Godzina 18.30. Już za późno… Nie przyjdzie…

25.02.2015

Rozdział 49.

Wróciłam! Po wizycie nad morzem wróciłam pelna weny i energii. Cóż. Z przykrością informuję, że dzisiejszy rozdział jest przedostatnim. Na dniach pojawi się rozdział 50 (dość dłuższy niż zwykle) z małym bonusikiem czyli historią Cala. Zostanie mi epilog :) 
Możecie się nie martwić. Nie miałabym serca kończąc to opowiadanie smutnym zakończeniem. Nie biore pod uwagi innego zakończenia jak happy end. Więc kochani spokojnie. 
Teraz coś nowego. Jestem w trakcie a w sumie pod koniec zwiastunu nowego opowiadania. Bedzie dla was niespodzianką i być może większość z was oskarży mnie o plagiat. Nowe opowiadanie będzie na podstawie książki, która zrobiła fenomen. Nie będzie pisana słowo w słowo, ale główny motyw jak i wątki poboczne moga okazać się podobne. Jednak mam nadzieję, że wam się spodoba :) 
Kolejna informacja to ta, iż od któregoś marca na bloggerze nie będzie można wystawiać treści erotycznych. Mam szczerą nadzieję, że będzie to dotyczyło tylko zdjęć a nie treści o pikantnej treści, inaczej zepsuje wszystko... Wracając do pikantnych scen chciałabym, żeby każdy z was wziął udział w ankiecie, która jest obok. Wiem z własnego doświadczenia, że większość z was czyta na telefonie, bo tak jest łatwiej, ale zróbcie to dla mnie i powiedźcie te 5 minut i zagłosujcie. Dzięki temu będe wiedziała w którym kierunku się kierować ;) 
Pozdrawiam serdecznie : A.N

Stała sparaliżowana nie mogąc uwierzyć w to, że jej największe obawy się spełniają. To miał być wspaniały wieczór. Wieczór Harry’ego i Dafne. Oni mieli się świetnie bawić świętując i ciesząc się szczęściem młodych tymczasem co?
Nie… To nie może być prawda. Po kręgosłupie przebiegł jej nieprzyjemny dreszcz.  Poczuła jak miękną jej kolana a przed upadkiem ratuje ją silne ramię Dracona.

-Co ty tu robisz? – warknął blondyn przygarniając ją jeszcze bardziej do siebie.
-Przyszedłem złożyć życzenia młodej parze – uśmiechnął się drwiąco lustrując wszystkich gości.

Rozszerzył ze wściekłości oczy i powolnym krokiem ruszył w kierunku blondynki. Poruszał się powoli, przerażająco powoli niczym pantera czyhająca na swoją ofiarę. Nowy wygląd Lucjusza sprawił dość duże poruszenie i ciche szepty pomiędzy młodymi kobietami. Teraz wyglądał jak na mężczyznę przystało. Wyglądał… inaczej. Wysoki mężczyzna o postawie godnej arysokraty poszedł w niepamięć. Teraz stał przed nimi wysoki młody brunet ubrany w zwykłe spodnie jeansowe i białą koszulę. Brązowe włosy miał krótko ostrzyżone i ułożone w nieładzie, jakby kilka razy przeczesywał dłonią włosy.

-Cyzia… - wyszeptał patrząc na nią z… miłością?
-Już dawno przestałam być twoją Cyzią… - warknęła ściskając dłoń Cala.

Powoli przechylił głową w jedną stronę kierując swoje spojrzenie w stronę mężczyzny. Jest zły… Jest bardzo zły…

-Nie przedstawisz mnie? – zapytał cicho.
-Cal, to Lucjusz. Lucjuszu to Cal – powiedziała chłodno.
-Miło mi Pana poznać Panie Malfoy – powiedział nonszalancko ściskając dłoń bruneta.
-Och… Daruj sobie tą uprzejmość. Wiem o tobie wszystko Lorem. Myślisz, że nie wiem, że chwile po moim zamknięciu zacząłeś pieprzyć moją żonę?
-Lucjusz! Przestań! – krzyknęła Narcyza broniąc swojego partnera – Chwilę po twoim zamknięciu złożyłam pozew o rozwód. To była moja decyzja.
-Chyba skądś Pana kojarzę – zamyślił się chwilę Cal – Och! To Pan jest tym nowym sąsiadem z na przeciwka! – powiedział cicho.

Atmosfera w namiocie robiła się coraz gęstsza. Gniew Lucjusza był coraz większy a stał na razie tylko przy 
swojej żonie. Rozmowę z synem zostawił sobie na później…

-Jak mogłaś mnie tak upokorzyć wiążąc się z tym… - wskazał na mężczyznę – Czymś…
-On ma w sobie więcej męskości niż ty Lucjuszu…

Odwagi jej nie brakowało, co skutkowało coraz groźniejszym błyskiem w szarych oczach. W tych oczach, które kiedyś tak kochała.

-On mnie szanuję. On wie jak traktować kobietę. W przeciwieństwie do dał mi choć trochę tego, czego nie zaznałam z tobą!
-Jak śmiesz! – wykrzyknął – Jak śmiesz mnie obrażać po tym wszystkim co dla ciebie zrobiłem!
-Ty nic dla mnie nie zrobiłeś…

Zamknął oczy i wypuścił głośno powietrze. Gdy je otworzył gniew trochę zelżał, niestety w minimalnym stopniu.

-Dlaczego – warknął.
-Dlaczego? – zaśmiała się nerwowo  - Po tym wszystkim ty się jeszcze pytasz dlaczego?
-Chyba mam prawo wiedzieć dlaczego zostawiła mnie żona!
-Wszystko ma mój prawnik. Jeżeli masz jakieś wątpliwości to zapytaj się jego. O ile będziesz mógł. Wciąż jesteś poszukiwany…
-Zawsze uważałem cię za dziwkę Narcyzo… Dzisiaj wszystkie przypuszczenia się potwierdziły. Zastępca ministra… Wiedziałem, że zależy ci tylko na kasie – syknął.
-Jesteś żałosny… - powiedziała z obrzydzeniem.
-To ty jesteś żałosna Narcyzo. Nawet nie jesteś wstanie odpowiednio wychować syna…
-Jeżeli masz zamiar każdego obrażać to za chwilę pożegnasz się ze wszystkim! – warknął Dracon kończąc ich kłótnię.
-Z tobą się też zaraz rozprawię gówniarzu…
-Możesz się już przymknąć?! Mam już dosyć tego, że dyktowałeś mi co robić przez cały czas. Mam dosyć ciebie – wysyczał mu blondyn w twarz.
-Jak śmiesz odzywać się tak do ojca!
-Ty nie jesteś już moim ojcem…
-Ty… - powiedział uderzając go mocno w policzek – Związałeś się ze szlamą, zaprzyjaźniłeś ze zdrajcami krwi, odwróciłeś się ode mnie. Powinienem cię teraz zabić…
-Uważaj, żebym ja tego nie zrobił…
-A jak ty się czujesz – zwrócił się do Hermiony, która kuliła się na krześle pod natarczywym spojrzeniem starego Malfoya – Zacisnęłaś sidła na mojego syna. Jesteś na dobrej drodze, żeby go oskubać… Aż tak ci zależy na moich pieniądzach? – powiedział wywiercając dziurę spojrzeniem.
-Zostaw ją – warknął – To nie działa jednostronnie…
-Jeszcze będziesz tego żałować szlamo… - wysyczał jej do ucha.

Tego było za wiele. Zerwała się z krzesła i pobiegła zrozpaczona na tył domu. Blondyn kątem oka dostrzegł jak po jej policzkach płyną rzeźnie łzy. Zerwał się i ruszył za nią odpychając od siebie ojca, smutną matkę czy Panią Weasley. 

-Hermiona! – wykrzyknął doganiając ją – Zaczekaj!
-Zostaw mnie – powiedziała szorstko chwiejąc się na wysokich szpilkach.
-Co się stało? – chwycił ją z brodę i zmusił, by na niego spojrzała.
-Nadal się nie domyślasz? – jej głos był trochę głośniejszy od szeptu.
-Nie – zmarszczył brwi.
-Draco, zaczynamy nowe życie. Dopóki uczyliśmy się w Hogwarcie wszystko było dobrze. Byliśmy bezpieczni. Nasz związek był bezpieczny. Pod czujnym okiem McGonnagall, za grubymi murami i silnymi zaklęciami ochronnymi nic nam nie groziło. Teraz? Teraz zaczynamy nowe życie, wkraczamy w prawdziwą rzeczywistość.
-Nadal nie rozumiem…
-Teraz już tak wszystko będzie wyglądało. Gdziekolwiek nie spotkasz czarodzieja czystej krwi, który nadal kieruje się swoimi zasadami będzie mnie wytykał palcami.
-Nikt cię nie będzie wytykał palcami – zaprzeczył ujmując jej dłonie całując knykcie.
-Nadal nie rozumiesz – wyrwała mu dłonie – Ja nie mogę tak żyć. Nie wytrzymam tej presji otoczenia, tych wiecznych spojrzeń, pytań czy wyzwisk. Zrozum jestem zbyt słaba, żeby to znieść. Nie po tym, co mnie w życiu spotkało – jej głos się łamię.
-Hermiona…
-Co mam zrobić, żebyś mi uwierzył, że tak nie mogę? Nie mam siły… Musze odpocząć…
-Miona… - powiedział cicho przerażony powoli rozumiejąc co chce zrobić.
-Potrzebuję trochę czasu…
-Nie! Nie! Nie! – szeptał w kółko jak mantrę. Jak modlitwę – Nie! Nie! Nie! Nie możesz odejść…
-Nie chcę odejść… - szepnęła ujmując jego twarz w dłonie – Ale muszę… Na jakiś czas…
-Proszę… Nie rób mi tego – głos mu się łamał.

Westchnęła głęboko. Wiedziała jak on znosi rozstania. Całodobowe czuwanie w domu z ognistą whisky przy boku. Przymknęła oczy stykając się z nim czołem. Czuła na swoich ustach jego niespokojny oddech. Tak bardzo nie chciała go zostawiać. Nie w tej chwili, nie teraz. Objęła go ramionami pokazując mu, że mimo wszystko wciąż może na nią liczyć.

-Przepraszam, jeżeli zrobiłem coś nie tak – wyszeptał w jej włosy.
-Draco… Wiesz, że to nie twoja wina…
-Więc dlaczego chcesz przerwy? – w jego oczach czaił się smutek.
-Dzisiejsza wizyta twojego ojca dała mi wiele do myślenia…
-Dla mnie będziesz ciągle tą samą dziewczyną, którą pokochałem – powiedział miękko zakładając jej kosmyk za ucho.
-Przestań – szepnęła odsuwając się – Nie utrudniaj mi tego…
-Daj spokój Hermiono… Oboje wiemy, że nie chcesz tego robić…
-Ale muszę Draco… Muszę – zacisnęła zęby.
-Mam pomysł! – powiedział ożywiony.
-Jaki? – zapytała zdziwiona.
-Wyjdź za mnie!

Wciągnęła głęboko powietrze wpatrując się w niego z … przerażeniem? Czy kocha go na tyle, żeby spędzić z nim resztę życia? Oczy zrobiły jej się wielkie jak spodki, co jeszcze bardziej przeraziło blondyna. Kochała go, ale czy byłaby wstanie przezwyciężyć wszystkie napotkane po drodze trudności? Czy byłaby wstanie znieść wszystkie osądy czy plotki? Wiedziała, że jest słaba, ale czy aż tak? Wypuściła powoli powietrze kręcąc głową.

-Nie mogę – wyszeptała – Nie teraz… Nie w tej chwili…

Poczuł, jak jego serce zamiera. Kobieta jego życia chce odejść i zabrać to wszystko, co wniosła do jego nudnej i szarej rzeczywistości. Ona chce odejść a on nic nie może zrobić. Spuścił głowę w dół jak mały chłopiec przyłapany na gorącym uczynku. Kiedy podniósł wzrok jej już nie było. Odeszła zostawiając pustkę w miejscu, gdzie jeszcze parę chwil temu biło jego serce.

***

Uśmiechnęła się triumfalnie patrząc na zrozpaczonego mężczyznę i oddalająca się kobietę. Jej podświadomość głośno biła brawo a wnętrzności fikały koziołka. Dopięła swego. W końcu udało jej się rozpić to, co łączyło tę dwójkę młodych ludzi. Czyżby miała jakiś plan? Oczywiście, że miała. Ona, jako młoda piękna i seksowna Ślizgonka zawsze miała jakiś plan. Teraz pozostało, żeby wcieliła go w życie.

Z obrzydzeniem odwróciła się w stronę namiotu, gdzie bawiła się w najlepsze jej młodsza siostra. Dafne… Jak ona mogła splamić ród? Związała się z Potterem. Z chłopcem, który zniszczył Czarnego Pana. Jej rodzina nigdy nie byłą jego sługami, lecz popierała główny motyw postepowania Voldemorta. Pamiętała czasy, kiedy leżały razem na trawie w ogródku wyobrażając sobie, jak wyglądałby świat bez mugoli, szlam czy zdrajcy krwi. Teraz? Teraz bawi się na swoim weselu w towarzystwie właśnie tych osób. Dokonała czegoś, co nie będzie jej wybaczone. Na samą wiesc o weselu nic sobie nie robiła. Doskonale wiedziała, że prędzej czy później i tak by do tego doszło. Widziała wzrok Pottera. Odkąd zaczęli się spotykać czuła, że jego głównym zamiarem jest ja zaobrączkować. Cóż miała rację. Jak zawsze zresztą.

Kilka dni temu dowiedziała się o ciąży swojej siostry. Fakt, iż Potter zapłodnił jedną z sióstr Greengraas wzbudził ogromne poruszenie i powód do plotek. Nie mogła znieśc, jak inni oczerniają jej siostrę. Wiedziała, co najbardziej zdenerwowałoby Pana Mlodego. Od razu odwiedził Lucjusza z zaproszeniem na slub, który dostała od Dafne. Głupia. Wciąż wierzyła, że się pogodzą. Nie moja kochana… Nie po tym, co jej zrobiłaś.
Pan Malfoy z uśmiechem na ustach przyjął zaproszenie. Stwierdził, że to będzie wspaniały prezent dla młodych jak się tam pojawi. Dla młodych i nie tylko. Wiedziała, że miał na myśli Dracona i jego matkę. Cóż… Przynajmniej upiecze dwie pieczenie na jednym ogniu. Teraz, gdy stoi i patrzy na owoc jej pracy rozpiera ją domu. Tak… Teraz może zacząć działać…

Usłyszała pukanie do drzwi.

-Wejść – powiedziała chłodno.
-Witaj Astorio – usłyszała ciepły głos Davida.
-Witaj Davidzie.
-Jak wieści? – zapytał z błyskiem nadziei w oku.
-Wspaniałe. Nasz plan zakończył się sukcesem…
-Naprawdę? – wytrzeszczył oczy patrząc na nią z niedowierzaniem.
-Naprawdę. W końcu mamy to, o czym od dawna marzyliśmy – powiedziała wtulając się w jego klatkę – Dziękuję za pomoc…
-Cała przyjemność po mojej stronie Panno Greengraas – zaśmiał się – W końcu ja też zyskałem na tej akcji…

Uśmiechnął się do niej. Był to uśmiech niegrzecznego chłopca, który tak bardzo uwielbiała. Wyglądał wtedy tak cholernie seksownie… Przyciągnęła go do siebie całując namiętnie.

-Wiesz… – wydyszał w jej usta – Wiesz, że nasza umowa się skończyła, prawda?
-Och… Pieprzyc umowę – szepnęła – Liczy się tu i teraz.

Przewróciła go na łóżko po raz ostatni oddając się w ramiona namiętności.